niedziela, 24 października 2010

Do netbooka i nie tylko...

Od niedawna jestem bardzo zadowolonym posiadaczem netbooka. Ponieważ na komputerze stacjonarnym miałem 2 duże monitory to na początku brakowało mi nieco miejsca na ekranie, ale można się do tego przyzwyczaić. Szczególnie, jak się ma do dyspozycji program taki jak Dexpot. Jest to malutki programik, który dodaje nam dodatkowe pulpity. Wprawdzie wymaga nieco konfiguracji na początku, ale jest baaardzo przydatny, gdy robimy kilka rzeczy i zaczyna nam brakować miejsca na ekranie :D


Drugim bardzo przydatnym programikiem jest RocketDock. To jest po prostu podręczne menu ze skrótami i programami, które możemy umieścić na dowolnej krawędzi ekranu. Użytkownicy Maców doskonale znają to narzędzie, ponieważ jest domyślnym rozwiązaniem w ich systemach.

Ostatnim programikiem, który chciałbym polecić jest program do zarządzania baterią w naszym przenośnym komputerze. Ponieważ to co oferuje domyślny system jest delikatnie mówiąc skromne i mało precyzyjne z pomocą przychodzi nam BatteryBar. malutki i lekki programik, który bardzo precyzyjnie powie nam ile jeszcze komputer może pracować bez ładowania, ile będzie trwało ładowanie oraz jak bardzo zużyta jest bateria.

poniedziałek, 27 września 2010

I tak nie zadowolisz kobiety. (ang.)

A man was sitting on the edge of the bed, observing his wife turning back and forth, looking at herself in the mirror. Since her birthday was not far off he asked what she'd like to have for her birthday.

"I'd like to be six again," she replied, still looking in the mirror.

On the morning of her birthday, he arose early, made her a nice big bowl of Lucky Charms, and then took her to Six Flags theme park. What a day! He put her on every ride in the park; the Death Slide, the Wall of Fear, the Screaming Monster Roller Coaster, everything there was. Five hours later they staggered out of the theme park. Her head was reeling and her stomach felt upside down.

He then took her to a McDonald's where he ordered her a Happy Meal with extra fries and a chocolate shake.

Then it was off to a movie, popcorn, a soda pop, and her favorite candy, M&M's. What a fabulous adventure! Finally she wobbled home with her husband and collapsed into bed exhausted. He leaned over his wife with a big smile and lovingly asked, "Well Dear, what was it like being six again??"

Her eyes slowly opened and her _expression suddenly changed. "I meant my dress size, you dummy!"

The moral of the story: Even when a man is listening, he is gonna get it wrong.

wtorek, 17 sierpnia 2010

Rzecz o Policjantach

bo Policjant też człowiek:


"Niech jakiś wolny radiowóz pojedzie do parku. Lata tam jakaś goła
kobieta.
Tylko nie jedźcie tak jak ostatnio, wszyscy na raz!"


Policjant zatrzymał blondynkę jadącą motocyklem w wełnianej czapce i pyta:
- Dlaczego Pani nie ma kasku?
- Bo ja, proszę pana, zrobiłam wczoraj eksperyment.
Z 3 piętra zrzuciłam czapkę i kask.
Kask pękł, a czapka nie.


"Podjedź na ul. Grunwaldzką, tam jakieś dzieciaki
rzucają petardy. Wytłumacz im, gdzie mają sobie je wsadzić..."


"51, jak będziesz wolny, to podjedź do parku. Tam w krzakach jest jakaś
para. Podejdź dyskretnie i posłuchaj, czy ta pani mówi, że jej dobrze, czy
może krzyczy ratunku..."


"Przyślij mi tu grupę, bo na ulicy leży facet i wygląda, że mu coś
strzeliło do głowy... Co takiego!? Nie znam się na tym, ale wygląda mi to
na dwie kule kaliber 9 mm."


"Podjedź pod domy towarowe, tam czai się nasza obserwacja i biją ich
chuligani. Trzeba im pomóc."


"Na placu Wolności stoi czerwony zaporożec z niemieckimi znakami bojowymi.
Zobacz co to jest."


"Chciałbym przypomnieć, że nie wolno używać słów przez radiostację! - To
jak mam mówić?"


"Przed chwilą sprzed komisariatu skradziono radiowóz.Oznakowany. Wygląda
tak jak każdy inny."


"Jakiś pijany chodzi, samochodom w jeździe przeszkadza. Nadaj mu kierunek.
Ostrobramska przy PCO, na pasie zieleni leży. Tu trzeba trójek.
("trójki"-3033-policyjna nyska do zbierania pijaków). Trójki? Tak,
zgłaszam się. Podjedź i zabierz leżaczka do "Betlejem". No cóż, taki los
taksówki bagażowej."

"Jagiellońska 42, ma ją gwałcić. Zdążyła przedzwonić..."


"Przy mieszkaniu leży i śpiewa. Może artysta? Sprawdź, czy go do izby, czy
na festiwal."


- Kiedy wreszcie dowieziesz zatrzymanego do prokuratury? Tam czekają już 3
godziny!
- Jak tylko pomocnik dowiezie mi benzynę tramwajem. Gdzie stoisz?
- Nie wiem, nigdy tu nie byłem.


Opowiedziane przez policjantów:

Kiedyś dyżurny mojej KPP wysłał radiowóz na interwencję mówiąc do nas "po
radiostacji": jedźcie do parku, bo tam facet konia bije. Załoga popatrzyła
na siebie i nie wiedzieli zbytnio, co mają zrobić. Jak się okazało ktoś
zadzwonił na policję, widząc, jak jakiś facet załadował na wóz skoszoną
trawę, a że koń nie mógł tego ciągnąć, to go batem potraktował!


... a czy słyszeliście, żeby dyżurny sam siebie kryptonimem wywołał, a
później wrzeszczał, że mu się nie zgłasza nikt ? To dopiero ubaw - mówi
policjant z Podkarpacia.


Jest cieplutka noc. 3.30. Wokół otwarte osiedle. Wielu ludzi jeszcze nie
śpi, okna mają otwarte. Słyszą o czym rozmawiają policjanci, a najlepiej
słyszą radiostację. Patrol legitymuje. Jedynego nieszczęśliwca, jaki
pojawił się w polu widzenia - tuż przed własnym blokiem. Musieli trochę za
nim gonić, bo był daleko. Legitymowanie. Sprawdzają, czy nie poszukiwany.
Dyżurny pyta jeszcze raz o nazwisko, bo mu się coś nie zgadza.
Przeliterowuje nazwisko. OK - "F" lub jak kto woli "NP".

Policjanci po powrocie do jednostki mówią dyżurnemu, że będzie na niego
skarga?! Dlaczego?! Za sposób sprawdzania i komentarz w radiostacji. Co
zatem zaszło?! Dyżurnemu nie pasowało nazwisko sprawdzanego:

- Kotas ? - Tak. I pomimo że usłyszał wyraźnie, naciska na "sitko"
ponownie: - Nazwisko Kotas? Tak jak Kutas, tylko przez "O"?! - Tak! -
usłyszał cichutko i nieśmiało. - To nie mam takiego ... w komputerze.
Zabrzmiało pięknym, wielokrotnym echem po ciasnej zabudowie sypialnianej
dzielnicy, tuż pod oknami mieszkania nieszczęśnika i jego sąsiadów.


"Hmmm. Jako młody przestraszony patrolowiec w jednostce w Leżajsku
zatrzymałem do kontroli panią będącą pod wpływem alkoholu, która z uporem
próbowała rozjechać białe myszki biegające po ulicy... Niestety, nie
dysponowaliśmy stosownym urządzeniem, tzn. alkomatem. - Dyżurny
zadysponował: "to zabrać tę panią i przedmuchamy ją na komisariacie..."
Szkoda, że nie widzieliście miny kobitki. Momentalnie wytrzeźwiała.


Korespondencja po przeprowadzonej interwencji do dyżurnego: "Słuchaj on
jest bezdomny. Ja go pouczyłem i poszedł sobie do domu..."

Jak to na Zakaukaziu bywa

"Mała wioska gdzieś na Kaukazie, zamieszkana i przez prawosławnych, i przez muzułmanów. W czasie modlitwy wchodzi pop do meczetu. Pop cały zakrwawiony, ledwo się na nogach trzyma, ale mówi:
- Jest jakiś odważny muzułmanin?
Muzułmanie patrzą się po sobie, po dłuższej chwili wychodzi jeden chwacko zbudowany. Wychodzą z popem przed meczet. Tam pop tłumaczy:
- Wczoraj u nas było święto i myśmy sobie troszkę popili. Dzisiaj żona mówi: "Zarżnij barana". Próbowałem, ale tylko go naciąłem. Krwią wszystko zachlapał, wyrwał się, biega po wybiegu. Sam go nie złapię. Żona poradziła, żebym muzułmanina do pomocy poszukał, bo wy nie pijecie.
Poszli razem. Biega wielki baran po obejściu, próbują go to tak, to siak złapać. Parę razy było już prawie-prawie, ale się nie udało, tylko ich obu juchą pobrudził jeszcze bardziej. W końcu muzułmanin mówi do popa:
- Sami nie damy rady. Trzeba jeszcze kogoś do pomocy. Idź do meczetu.
Pop poszedł. Wchodzi do meczetu. Jeszcze bardziej okrwawiony, jeszcze bardziej zdyszany... i sam. I pyta:
- Jest jakiś odważny muzułmanin?
Muzułmanie patrzą się po sobie, po dłuższej chwili wychodzi najstarszy z nich, klęka przed popem i mówi:
- Ty żeś ostatniego zarezał. Myśmy tu wszyscy na chrzest już gotowi"

czwartek, 15 lipca 2010

Wolność a ustawa o związkach partnerskich.

Kiedy zakładałem tego bloga nie bardzo wiedziałem o czym będę chciał tu pisać. Z czasem okazało się, że mogę o wszystkim, więc tak robię. Dominują śmiesznostki, ale czasami wrzucę coś poważnego i właśnie coś takiego chciałbym dziś napisać.

Słuchałem dziś w radiowej Trójce audycji pana Kuby Strzyczkowskiego "Za a nawet przeciw" głównym tematem był projekt ustawy o związkach partnerskich. I dzwonili ludzie i głównym problemem było to, że partnerzy muszą płacić podatek od spadku, a w małżeństwach tego nie ma. Drugim poruszanym argumentem było to, że w wypadku choroby osoby z poza rodziny mają bardzo utrudniony dostęp do chorego w szpitalu.

Zgoda, to są problemy, ale moim zdaniem rozwiązywanie tych problemów za pomocą kolejnej ustawy nadającej prawa jest niczym robienie kolejnej dziury w murze, który nie jest nikomu potrzebny. Dlaczego państwo zabrania znajomym odwiedzać chorych? Dlaczego państwo okrada ludzi z ich własności? Dlaczego nie zlikwidować podatku spadkowego? Dlaczego nie dopuścić do chorego osób, które on wskaże? Czy coś się zawali z tego powodu?

Moim zdaniem do sprawnego funkcjonowania państwa wystarczyłby podatek VAT i żaden inny.

środa, 14 lipca 2010

Fotobombs Meme

Są dwa rodzaje fotobomb:
- jeśli ktoś niezamierzony pojawi się w kadrze i zrobi głupią minę,
- albo ktoś komu robimy zdjęcie zrobi w ostatniej chwili głupią minę...

Generalnie do stworzenia tego meme internetowego nie trzeba nic więcej. Bierzemy takie zdjęcie na którym ktoś robi głupią minę, bierzemy wprawnego grafika, obrabiamy zdjęcie, tak, żeby wszyscy mieli tą głupią minę. Efekty często przechodzą nasze wyobrażenia :D

poniżej mały zbiór z różnych stron, głównie z tej o której się nie mówi na głos ;-)




















Krasnoludki u Papieża [humor]

Sławne nasze bądź co bądź krasnoludki odwiedzając Rzym wstąpiły do papieża
- Bardzo przepraszam Wasza Ekscelencjo, ale mam pytanie : Istnieją w Rzymie krasnoludki-zakonnice?? - pyta się Tom, najstarszy z krasnali.
- Hm, nie, nie - odpowiada z uśmiechem papież, w Rzymie nie ma żadnych krasnoludków-zakonnic. Z tyłu reszta krasnali zaczyna wesoło się uśmiechać.
- A , przepraszam Wasza Ekscelencjo, a może jakieś krasnoludki-zakonnice żyją gdzieś indziej we Włoszech??? - pyta się dalej Tom.
- Nie, nie , drogi Tomie, we Włoszech też nie ma krasnoludków - zakonnic, odpowiada papież.
Reszta krasnali zaczyna się głośno śmiać.
- Hm, a może żyją jakieś krasnoludki - zakonnice w Europie??? - nie daje spokoju Tom
Papież , któremu powoli te pytania szły na nerwy, mówi:
- Drogi Tomie, naprawdę nie ma w Europie żadnych krasnoludków-zakonnic.
Krasnoludki w tyle zaczynają się tarzać ze śmiechu.
- Chce mi Wasza Wielebność powiedzieć, ze na całym świecie nie istnieją żadne krasnoludki-zakonnice???
Papierz załamany mówi:
- Nigdzie drogi Tomie nie istnieją krasnoludki - zakonnice !!!!
Przy tej odpowiedzi , krasnoludki zaczynają się w tyle wyć i zwijać ze śmiechu i ryczą:
- Tom zerżnął pingwina, Tom zerżnął pingwina, Tom zerżnął pingwina !!

wtorek, 13 lipca 2010

Lost - czyli co stało się po ostatnim odcinku...

Jakiś czas temu. Jeśli mnie pamięć nie myli to gdzieś w czerwcu ( a nie chce mi się nawet zajrzeć do Wikipedii, żeby to sprawdzić) wyemitowany został ostatni odcinek serialu Lost. Muszę przyznać z pokorą, że przez jakieś pierwsze 4 lata byłem strasznym sceptykiem, ale później zacząłem to oglądać i się wciągnąłem. Może nie tak jak niektórzy fanatycy, ale z drugiej strony to tylko serial. Jego głównym atutem był scenariusz, który sugerował, że był przemyślany od początku do końca. To nieprawda :D

Poniżej mapka wyspy przygotowana przez fanów:


niestety, pewnie jak większość fanów tak również ja byłem nieco zawiedziony zakończeniem poniżej jest prawdziwe. W animowanym gifie...

Zmiany zmiany zmiany...

No i stało się, podjąłem decyzję, nie mylić z diecezją, że wracam na bloga z wszystkim co wpadnie mi w ręce. Od teraz będzie tu mydło, wino, powidło i zdjęcia, czyli w zasadzie wszystko to, co do tej pory było na blipie. Dlaczego tutaj? Bo nie mam już tyle czasu na blipa ile bym chciał, no i dużo trudniej coś na tam znaleźć, jak chce się do tego wrócić.

Zastanawiam się, czy postować każde zdjęcie osobno, czy też robić z tego takie kilkudniowe piguły. A może postować wszystko w grupach. Na przykład to co ostatnio było w temacie LOST (tak mam trochę rzeczy, które pojawiły się po emisji ostatniego odcinka tego serialu), albo co nieco o wyborach (też mam jakieś pozostałości).

Na początek spróbuję zrobić takie grupowanie, ale bardzo byłbym ciekaw, co PT Czytelnicy o tym myślicie i jeślibyście dali temu wyraz w komentarzach byłbym bardzo zobowiązany.

Pozdrawiam
antygon


PS kto mi kupi taką opaskę do włosów, aż mam ochotę się zapuścić, tylko po to, żeby móc taką nosić...

poniedziałek, 8 lutego 2010

Reklamy na Super Bowl 2010

a dokładniej mój subiektywny wybór najciekawszych/najfajniejszych reklam.


Jak co roku, tak i w 2010 w trakcie przerwy reklamowej w Super Bowl mają miejsce premiery nowych reklam i zwykle są to bardzo dobre jakościowo produkcje. Głównie ponieważ czas antenowy w trakcie tej przerwy jest wyjątkowo drogi. Jako ciekawostkę powiem, że Niedziela Super Bowl jest traktowana w USA jako święto narodowe, a konsumpcja żywności osiąga drugi poziom dzienny w ciągu roku, ustępując jedynie Świętu Dziękczynienia.

W tym roku internet został zdominowany przez reklamę Google, który po raz pierwszy reklamował się podczas Super Bowl. Jeśli pt czytelniku nie widziałeś tej reklamy to znajdziesz ją na końcu wpisu, umieściłem ją tam tylko ze względów kronikarsko porządkowych. Podkreślam również, że jest to wybór najciekawszych reklam. Jeśli ktoś jest zainteresowany wszystkimi to znajdzie je na stronie mashable pod tym linkiem: Super Bowl Ads 2010 [VIDEOS].

Reklama Vizio z Beyonce i setką różnych mem (memów, jak to się odmienia?):




Bardzo sympatyczna reklama Intela:




Cars.com - za realizację:




Snickers - tak snickersowo, ale sympatycznie:




Doritos - mocno i bez trzymanki - pierwsza, z psem taka sobie, druga, ta z dzieciakiem rządzi, ale trzecia, z trumną nie bierze zakładników:








Coca-Cola + The Simpsons. Bardzo sympatyczna reklama z Simpsonami. Jak to Coca-Cola - na wysokim poziomie.




VolksWagen - warto obejrzeć dla ostatnich 5 sekund. Śmieszna.




Na deser reklama Bud Light - piwo kaprawe, reklamy zawsze mieli niezłe, tym razem chyba czegoś zabrakło...




To autopromo umieszczam raczej jako ciekawostke - Szefowie wcielają się w rolę zwykłych pracowników - fajne i pouczające, chętnie zobaczyłbym taki program w Polsce.




I na koniec wspomniana wcześniej reklama Google: